›› Strona Główna ›› Media o Nas ›› Z miłości do książek

Z miłości do książek

Urszula Kurtiak i Edward Ley – właściciele Wydawnictwa Artystycznego z siedzibą w Koszalinie. Ich ekskluzywne książki znane są niemal na całym świecie. Mają na swoim koncie wiele nagród. Tylko w tym roku zdobyli Złoty Medal Międzynarodowych Targów Poznańskich, nagrodę gospodarczą Złoty Denar i Medal Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek.

Któregoś dnia dostali telefon od prezesa PLL Lot, który zapytał: „czy wiecie państwo, jaką książkę Jan Paweł II chętnie trzymałby na biurku?”. Kiedy ta książka przez nich wybrana i stworzona dotarła do Ojca Świętego, okazało się że spowodowała u niego ogromne wzruszenie. Wśród osobistości, które mają w swoich zbiorach książki Wydawnictwa Artystycznego Kurtiak i Ley z Koszalina, są także m.in. Benedykt XVI, Andrzej Wajda i Katie Melua. W tym roku mija 20 lat istnienia firmy.

Od kiedy wynaleziono przekaz pisany, który stał się nieco bardziej powszechny dzięki wynalazkowi druku, książka była zawsze bardzo istotnym elementem kultury. Zrazu elitarnym, z czasem takim, który trafił pod strzechy. Dzisiaj, kiedy coraz więcej książek dostępnych jest w internecie, aż trudno sobie wyobrazić kolejki w księgarniach. Aż do roku 1989 polskie księgarnie były pełne książek, ale oczywiście nie tych, na które był popyt. Stąd niektórzy jeszcze pamiętają tłumy, które koczowały, czekając np. na eleganckie wydanie „Ulissesa” Jamesa Joyce’a.

„Nielegalny antykwariat”

W poprzednim systemie wydawnictwa poszukiwane drukowane były w małych nakładach, więc dla osób kochających książki, takich jak Urszula Kurtiak i Edward Ley, ich pozyskiwanie i sprzedawanie w ramach obwoźnego antykwariatu było sposobem na życie. Ponieważ oboje nie mieli pracy a miłość do książek i ich znajomość wynieśli z domów rodzinnych, zaczęli sprzedawać swoje własne zbiory, a z czasem te, które udało im się kupić w antykwariacie lub spod lady w zaznajomionych księgarniach.
– Od kiedy pamiętamy, było wokół nas pełno książek – mówi Edward Ley. – Zbieraliśmy je, otaczaliśmy się nimi, ba, nawet niektóre czytaliśmy – śmieje się. – A tak poważnie już wtedy zaczęliśmy doradzać ludziom jakie książki czytać i do dzisiaj dobieramy tytuły naszym klientom.
Znajomość książek i dar sugestywnego przekonywania powodował, że efekty ich pracy były całkiem zadowalające. Największy pobyt był wtedy na różnego rodzaju słowniki i encyklopedie, ale udawało im się także znajdować nabywców na trzytomową „Historię filozofii” prof. Tatarkiewicza, która z uwagi na swoją wagę nie była popularna wśród sprzedawców.

Początki wydawnictwa

Jednym z pierwszych lokali, w których państwo Urszula i Edward prowadzili swoją zarejestrowaną już działalność gospodarczą, była piwnica przy ulicy Piłsudskiego, gdzie obecnie mieści się pub Pod Gryfami. Od samego początku mieli świadomość, że ich pasja związana z introligatorstwem i wydawaniem pięknych książek to coś zamierającego i stąd poszukiwania „czeladników” do tego zawodu nie były łatwe. Sami zresztą czuli, że ciągle wiedzą za mało. Kupowali więc specjalistyczne książki i kontaktowali się z fachowcami introligatorstwa, jacy jeszcze żyli w Polsce. Z wydanymi już przez siebie artystycznymi książkami jeździli na targi książki do Florencji i Frankfurtu. Oczywiście w tamtych czasach o otrzymaniu stoiska na takich imprezach nie decydowały pieniądze, tylko wartość pokazywanych prac.
Również wyłącznie artystyczny dorobek umożliwił pani Urszuli studia w elitarnej Szkole Introligatorstwa Artystycznego Centro del bel libro w Asconie w Szwajcarii, które jest prawdziwą mekką dla ludzi takich jak ona.
– Zjeżdżają się tam z całego świata – mówi Urszula Kurtiak – żeby dowiedzieć się o nowoczesnych technikach oprawiania książek i poszerzyć swoje horyzonty.
Przez 20 lat istnienia wydawnictwa przewinęło się przez nie kilkudziesięciu uczniów, ale jak na razie żaden z nich swoich mistrzów nie przeróśł. Pewnie dlatego, że firma nie skupia się na uczeniu, ale raczej na kształceniu młodych dla własnych potrzeb.
Wśród różnych potrzeb firmy był np. remont siedziby wydawnictwa, które mieści się w dwupiętrowym budynku z 1906 roku. Staraniem pani Urszuli i pana Edwarda został on wpisany do rejestru zabytków.
Aktywność właścicieli dowodzi wyraźnie, że profesjonalna i elitarna działalność może być pomysłem na bogate życie, nie tylko z powodów wielu wrażeń. Pozwala m.in. na podróżowanie po całym świecie czy kształcenie się w szwajcarskiej szkole.

Nowoczesność pod prąd

To, że wydawnictwo stało się elitarną wytwórnią ekskluzywnej książki, a nie wielkonakładowym gigantem, korzystającym z nowoczesnych drukarni, wynikało także z tego, że w Koszalinie takich drukarni po prostu nie było.
– A te, które działały, oferowały strasznie niski poziom druku – wspomina pani Urszula. – Był to wynik poważnego opóźnienia polskiej poligrafii.
– Z tej słabości, także naszej, bo nie było nas stać na drogie offsetowe maszyny – dodaje Edward Ley – postanowiliśmy zrobić siłę i tak sobie radzimy od wielu już lat.
Na początku książki drukowali w drukarniach typograficznych (gdzie zecer ustawia czcionki, związuje je i odciska je w prasie, a następnie przygotowuje kolejną stronę – dop. autora) w Jędrzejowie i Dusznikach. Za to w koszalińskim Intropolu została wydrukowana bardzo ważna dla pani Urszuli i pana Edwarda książka z wierszami Haliny Poświatowskiej „Ogień zielonych księżyców”. To była książka, która z wyjątkiem papieru z Dusznik, powstała w całości w Koszalinie – począwszy od wyboru wierszy, przez projekt oprawy, aż po druk.
– Kiedy powstała nasza druga książka – „Sztuka kochania” Owidiusza – wspomina Urszula Kurtiak – narodził się pomysł, że poszczególne egzemplarze muszą się od siebie różnić. Są więc one numerowane, oprawiane ręcznie, na papierze czerpanym, ale rzeczą absolutnie nowatorską był ich zapach. Myśmy nawanniali książki i ten zapach musiał być w jakiś sposób symboliczny. Ponieważ ustaliliśmy, że Poświatowska uwielbiała konwalie, „Ogień zielonych księżyców” pachniał zapachem, który się nazywał „Białe kwiaty”. Dzięki naszemu autorskiemu pomysłowi książki pachną minimum dziesięć lat – uśmiecha się.
Jak dotąd wydawnictwo ma na swoim koncie cztery pachnące tytuły i nie wyklucza następnych, choć musi to się wiązać z jakims sensem – bo czym np. nawonnić Biblię? Nie wszystkim się ta idea podoba, choć np. Andrzej Wajda podczas obecności właścicieli wydawnictwa trzy lata temu na „Wystawie Jednej Książki” w Krakowie powiedział, że Kurtiak i Ley zapisali się dla potomności jednym świetnym pomysłem, właśnie tej pachnącej książki, a on na Oscara musiał pracować całe życie.
Na tej wystawie pokazywane było dwujęzyczne „Wesele” Wyspańskiego w kilku oprawach i z ilustracjami Wajdy, które powstały w trakcie niemieckiej incscenizacji dramatu w tłumaczeniu Karla Dedeciusa. Wydanie zawiera również rodzaj pamiętnika pisanego wówczas przez reżysera. Prace nad książką trwały cztery lata.

Książka jako dzieło sztuki

Nie tylko zapach jest wyróżnikiem książek z koszalińskiego wydawnictwa. Także oprawy z jedwabiu, białej skóry, inkrustacje z kamieni szlachetnych czy faksymile (dokładna reprodukcja, kopia dokumentu, rękopisu, rysunku – dop. autora) dołączane do danego wydania, jak np. rękopisy wierszy Poświatowskiej schowane w białych kopertach przyklejonych do kart książki.
Kiedy ogląda się zbiory z własnego muzeum Kurtiak i Leya, nie można się oprzeć wrażeniu, że nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Oczywiście w granicach zdrowego rozsądku. Weźmy np. antologię poezji chińskiej. Wydana została w formie koła (bo Chiny to Państwo Środka, a cała reszta jest wokół) i na papierze czerpanym (są jego wynalazcami), oprawiona w jedwab i zamykana w oprawę składającą się z dwóch części, które stanowią nawiązanie do jing i jang (przeciwne sobie pierwiastki w chińskiej kosmologii, z których powstał wszechświat – dop. autora).
Z kolei część „Poradnika piękności” Owidiusza wydana została na oryginalnym papirusie egipskim w formie zwoju, nie wydawanym od V wieku naszej ery.
– W XIX wieku występowała tzw. oprawa opowiadająca – mówi pani Urszula – czyli była to forma reklamy zawartości książki. Pewna młoda osoba, która będzie pisać pracę magisterską o naszej działalności, nasze oprawy nazwała erudycyjnymi. Nieskromnie chętnie się na taką nazwę godzę – śmieje się.
Kiedy pojawiło się zamówienie na tomik wierszy Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, wydrukowanie jej czarną czcionką na białym papierze wydało się pani Urszuli nudne, więc użyto papieru różowego i czcionki w kolorze wiśniowym. Okładka była jedwabna i także w odcieniu różowym.
Każda książka wydana w wydawnictwie Kurtiak i Ley to osobna historia, nadająca się na dłuższą opowieść. Podobnie jak osobnym bytem jest każdy egzemplarz danego tytułu – bądź z powodu zupełnie innej okładki, bądź z powodu ręcznego ich składania i mikroskopijnych czasem (ale jednak) różnic.
Sami właściciele lubią te swoje historie, ale także są pełni różnych innych, dotyczących dziejów kultury, historii powszechnej i oczywiście książki. Jako że bywają z nimi na wystawach na nieomal całym świecie, to zamówienia na konkretne tytuły płyną też zewsząd. W swoich zbiorach mają je przywódcy państw, politycy, ludzie filmu, sztuki, muzyki, co jest najlepszym dowodem ich prestiżowego charakteru. „Rady i wskazówki” świętego Jana od Krzyża, które Jan Paweł II otrzymał podczas swojej ostatniej pielgrzymki do kraju, to prawdopodobnie ciągle najdroższa książka wydana współczesnie w Polsce, oczywiście nie tylko z powodu materiałów użytych do jej stworzenia. Także z powodu włożonego serca.

Źródło: Prestiż - magazyn koszaliński, 22.12.2009, Cały artykuł